Przekładaniec regionalny 0


Przekładaniec regionalny

Zaprzyjaźnioną góralkę z Zakopanego, Małgosię, poznałam dwa lata temu. Przyjechała kiedyś do mnie do Warszawy na indywidualny kurs podstaw patchworku.  Po kilku miesiącach miałam rodzinny ślub i wesele w Zakopanem. Panna z Bolesławca wychodziła za mąż za kawalera z Zakopanego. Pojechaliśmy z mężem do Małgosi z naszej wsi pod Puszczą Kampinoską kilka dni wcześniej. Zamieszkaliśmy w jej pensjonacie pod Nosalem, w pokoju z pięknym widokiem na Kasprowy Wierch. Umówiłyśmy się na barter: ja uczę ją szyć patchworki, ona daje nam dach nad głową. Oczywiście wzięłam ze sobą kilka swoich patchworków, jako ilustrację zakopiańskiego kursu. Cisza, spokój, przerwa między sezonami.


Któregoś dnia wieczorem poszliśmy z mężem na spacer. Gdy wróciliśmy, zaskoczył nas gwar w domu. Kuchnia była pełna kobiet. Małgosia zrobiła w kuchni wystawę moich patchworków i zaprosiła swoje sąsiadki, żeby im pokazać, co można zrobić z kawałków szmatek. Byłam tak zaskoczona, że zapomniałam o robieniu zdjęć. Nigdy wcześniej nie miałam takiej fajnej, spontanicznej wystawy. To było bardzo miłe przeżycie. Wspominam je zawsze, gdy myślę o wystawach patchworkowych.
Minęło kilka miesięcy i Małgosia, poprosiła mnie, żebym uszyła dla jej córki mały patchwork. Córka urządza właśnie swoje pierwsze mieszkanie. Powstał taki quilt.

Małgosia zamówiła miniaturę mojego „Drzewa wiadomości dobrego” (tu podłączyć link http://annaslawinska.blogspot.co.uk/2017/05/drzewo-wiadomosci-dobrego.html). To drzewo uszyłam na konkurs „Raz na ludowo” ogłoszony przez Stowarzyszenie Polskiego Patchworku. (tu podłączyć link http://polskipatchwork.pl/).
Ten quilt jest moją interpretacją dolnośląskiego haftu białego. Elementy są ułożone w kształt kurpiowskiej lelui.

Małgosia przysłała mi  listem ścinki tkanin, które pojawiły się w mieszkaniu jej córki. Chodziło o to, żebym dopasowała kolor tła drzewka do wystroju pokoju. Bardzo ładnie zaadresowała kopertę. Jeszcze nigdy nie dostałam korespondencji na "super kobieta". Moja listonoszka nieźle się ubawiła.

Tło do patchworku wybierałam bardzo starannie, ale oczywiście najważniejszy był kolor. Udało się dobrać tkaninę w niemalże identycznym jak próbki, granatowym kolorze.
Było jedno „ale”, na które nie zwróciłam uwagi. Kolor świetny, ale tkanina była o splocie satynowym. Kto szyje, ten wie, że takie tkaniny zachowują się trochę tak, jak dżersej. Najgorsze co można sobie wyobrazić do pikowania z wolnej ręki. Już po paru pierwszych ściegach wiedziałam, że nie będzie łatwo, i sama nie rozumiem, dlaczego brnęłam dalej. Mimo dokładnego połączenia kanapki, pod stopką maszyny rozciągała się we wszystkie strony.
Na początku narysowałam sobie mydełkiem mniej więcej kształt drzewa.

A potem wypikowałam zarys pnia i głównych gałęzi. Następnie uszyłam kwiatek na górze, zresztą po to, żeby go potem spruć, bo uznałam, że to za duża jednolita płaszczyzna.

Zabrałam się za żmudne pikowanie poszczególnych elementów. Nie rysowałam ich wcześniej. Szyłam co mi tam wyobraźnia podpowiadała.

Najtrudniej było zrobić drobne pikowanie wokół patchworku. Te proste ściegi zawsze staram się szyć wzdłuż nitki. A tutaj nie było widać tych prostych nitek. Musiałam je sobie narysować! Na szczęście miałam świetny „mydełko” PRYMA, to znaczy ołówek z białym sztyftem.


Wypełnienie też wybrałam nie najlepiej.
Na moich kursach zachęcam Was do korzystania z kocyków polarowych sprzedawanych w IKEA. Sprawdzają się znakomicie. Ja skorzystałam z innego polaru. Trochę za grubego i trochę za mało stabilnego.
Nawet obszycie quiltu lamówką nie było proste. Zawsze namawiam, żeby taka lamówka była cięta wzdłuż osnowy – jest wtedy stabilniejsza. A mnie został tylko mały kawałek tkaniny i musiałam ją uciąć wzdłuż wątku. Nie było wyjścia. W obszywaniu pomogły mi bardzo wygodne klamerki.

Tak wygląda quilt z tyłu, jeszcze przed przyszyciem lamówki na górze.

To fragment skończonego obrazka. Wygląda trochę krzywo, ale….

….. zawsze po skończeniu quiltu piorę go i układam równiutko do wyschnięcia.
Po wyschnięciu obrazek prezentuje się bardzo dobrze, jest równiutki i nie widać na nim śladów moich zmagań z materią.
A na koniec zastanawiałam się, czy doświadczona quilterka może popełnić tyle błędów przy szyciu jednego quiltu? Jak widać może. Ale po lekturze tego postu może Wy ich już nie popełnicie.
Za kilka dni obrazek rusza w podróż na południe Polski.

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl